Czego szukają dziś kupujący na Costa del Sol?

By Marcin Maczynski

property advisor

W 1954 roku pewien znudzony arystokrata otworzył przy piaszczystej drodze na zachód od Marbelli hotel z dwudziestoma pokojami. Nazywał się Alfonso von Hohenlohe, a jego Marbella Club w kilka sezonów zamienił senną rybacką osadę w adres, o którym mówiono w Rzymie, Paryżu i Hollywood. Szesnaście lat później przyjaciel księcia, José Banús, zbudował po sąsiedzku przystań, a wybrzeże dostało reputację, z której słynie do dziś: miejsca, do którego przyjeżdża się, żeby zobaczyć i zostać zobaczonym.

To była opowieść o wakacjach. Dzisiejsza jest zupełnie inna.

Bo choć lipcowe tarasy Puerto Banús wyglądają niemal tak samo jak pół wieku temu, ludzie, którzy kupują tu nieruchomości, przyjeżdżają po coś innego niż dwa tygodnie słońca. Coraz częściej kupują dom, do którego wracają przez cały rok. Albo przenoszą tu całe życie.

Nie kierunek turystyczny, tylko adres do życia

Najlepiej widać to po tym, czego dzisiejszy kupujący nie szuka. Nie szuka już wyłącznie lokaty na dwa tygodnie w sierpniu. W kwietniu 2025 roku Hiszpania zamknęła „złotą wizę” powiązaną z zakupem nieruchomości, a mimo to popyt nie osłabł. To dobry dowód na to, że Costa del Sol nigdy nie była przede wszystkim skrótem podatkowym czy wizowym. Ludzie wybierają ją, bo naprawdę chcą tu być.

Zmienił się też sam kupujący. Jest młodszy niż dekadę temu, częściej związany z technologią i własnym biznesem, częściej myśli o przeprowadzce z całą rodziną niż o sezonowym pied à terre. Nieruchomość staje się bazą dla kilku pokoleń, a nie dekoracją na wakacyjne zdjęcia. Rośnie liczba kupujących ze Stanów Zjednoczonych, Kanady i oczywiście z Polski, obok stałej obecności Brytyjczyków, Holendrów, Niemców, Szwedów i Belgów. Dziś niemal co trzeci mieszkaniec Marbelli urodził się poza Hiszpanią. To już nie kurort. To międzynarodowe miasto, które przy okazji ma plażę.

Styl życia, po który tu się przyjeżdża

A styl życia jest sednem całej sprawy. Ponad trzysta słonecznych dni w roku to dopiero początek. Chodzi o poranek na polu golfowym, lunch przy porcie, szkołę międzynarodową dziesięć minut od domu i kolację, która o dwudziestej drugiej dopiero się rozkręca. Chodzi o „drugi sezon”, wiosnę i jesień, kiedy wybrzeże jest ciepłe, ale spokojniejsze, i kiedy najłatwiej wyobrazić sobie, że mieszka się tu naprawdę, a nie tylko odwiedza.

Marbella nigdy nie przestała przyciągać nazwisk. W złotej erze Marbella Club gościł europejską arystokrację i gwiazdy Hollywood, od Avy Gardner po Sophię Loren. Dziś wybierają ją sportowcy, przedsiębiorcy i osoby publiczne, które cenią rzadkie połączenie prywatności i światowej dostępności: willę schowaną w ogrodzie, a lotnisko z lotami do ponad stu trzydziestu miast czterdzieści pięć minut dalej.

Kiedy etykiety przenoszą się z torebek na budynki

Najbardziej wymowny jest jednak nowy rozdział luksusu. Przez dekady prestiż w Marbelli oznaczał dużą działkę, widok na morze i bramę. Dziś marki, które kojarzyliśmy z wybiegów, projektują całe rezydencje. Dolce & Gabbana otworzyło na Golden Mile swój pierwszy europejski projekt nieruchomościowy, Design Hills, z cenami od kilku do dwudziestu milionów euro. Fendi i Karl Lagerfeld firmują własne adresy, Automobili Lamborghini postawiło w Benahavís osiedle willi, a Four Seasons szykuje kurort z rezydencjami według projektu Richarda Meiera. Kupujesz już nie mieszkanie, tylko markę i obsługę sześciogwiazdkowego hotelu na co dzień.

Cała prowincja rośnie

Za tą zmianą stoi coś mniej efektownego, ale ważniejszego: infrastruktura. Lotnisko w Maladze obsłużyło w 2025 roku rekordowe 26,7 miliona pasażerów, o ponad siedem procent więcej niż rok wcześniej, i jest już czwartym najruchliwszym w Hiszpanii. Czeka je rozbudowa za około półtora miliarda euro, która niemal podwoi powierzchnię terminalu i podniesie przepustowość do trzydziestu sześciu milionów pasażerów na początku kolejnej dekady. Ceny w segmencie prime w Marbelli wzrosły w 2025 roku o ponad osiem procent, a obcokrajowcy odpowiadają dziś za blisko cztery na dziesięć transakcji w całej prowincji. Region nie tyle się broni, ile dojrzewa.

Każdy znajdzie coś dla siebie

Największą siłą tego rynku jest jednak jego różnorodność. Można kupić tu luksusową willę w Sierra Blanca, apartament w nowoczesnym kompleksie z widokiem na morze, klasyczną rezydencję przy plaży i wiejską finkę z sadem oliwnym, do której jedzie się przez pola, a nie przez korki. Inwestor, rodzina z dziećmi oraz para szukająca ciszy na emeryturę znajdą tu trzy zupełnie różne domy, a wszystkie będą pasować do tego samego kodu pocztowego.

Piszę o tym z bliska

Piszę o tym nie tylko jako doradca. Kilka lat temu sam stanąłem przed tą samą decyzją, o której rozmawiam dziś z klientami. Razem z żoną i dziećmi przeprowadziliśmy się z Polski na Costa del Sol, bo zobaczyliśmy tu coś, czego nie dawało nam dotychczasowe życie: inny rytm dnia dla dzieci, przestrzeń do rozwijania biznesu i możliwość budowania marki, która od pierwszego dnia jest międzynarodowa. To nie była ucieczka od czegoś, tylko świadomy wybór czegoś nowego. Dlatego kiedy ktoś mówi mi, że rozważa taki krok, wiem, o czym mówi, bo sam przez to przeszedłem.

Costa del Sol przestała być pocztówką z wakacji. Stała się miejscem, w którym ludzie budują codzienność. My swoją zbudowaliśmy tu od nowa.

 

Jeżeli ty również myślisz o tej części Hiszpanii sprawdź nasze nieruchomości lub skontaktuj się z nami, porozmawiamy i pomożemy Ci znaleść to czego szukasz.